Projekt zmian w przepisach dotyczących organizacji systemu stwierdzania zgonów ponownie wywołał dyskusję w środowisku medycznym. Najwięcej emocji budzi propozycja uznania stwierdzenia zgonu za świadczenie zdrowotne oraz ograniczenie roli planowanej wcześniej instytucji koronera. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej wskazują, że takie rozwiązania mogą doprowadzić do poważnych problemów organizacyjnych w systemie ochrony zdrowia.
Spór o definicję: czy stwierdzenie zgonu jest świadczeniem zdrowotnym?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu jest próba zakwalifikowania czynności stwierdzenia zgonu jako świadczenia zdrowotnego. Zdaniem przedstawicieli środowiska lekarzy rodzinnych taka kwalifikacja jest sprzeczna z logiką systemu ochrony zdrowia.
Dotychczas stwierdzenie zgonu miało charakter przede wszystkim administracyjno-statystyczny – polegało na potwierdzeniu ustania czynności życiowych oraz wystawieniu dokumentacji niezbędnej dla systemu ewidencji ludności i procedur związanych z pochówkiem. Nie jest to czynność związana z diagnostyką, leczeniem czy rehabilitacją pacjenta, czyli z typowymi elementami świadczenia zdrowotnego.
Z tego powodu środowisko lekarzy rodzinnych podkreśla, że włączenie tej czynności do katalogu świadczeń zdrowotnych może prowadzić do licznych wątpliwości interpretacyjnych, zarówno w zakresie finansowania, jak i odpowiedzialności prawnej lekarzy.
Marginalizacja instytucji koronera
Pierwotne założenia reformy przewidywały wprowadzenie instytucji koronera – niezależnego lekarza zajmującego się wyjaśnianiem okoliczności zgonów, szczególnie tych, które nastąpiły poza szpitalem.
Rozwiązanie to funkcjonuje w wielu krajach anglosaskich i jest uznawane za ważny element systemu bezpieczeństwa zdrowotnego. W Polsce środowisko lekarzy rodzinnych od ponad dwóch dekad postuluje wprowadzenie podobnego modelu.
Tymczasem w najnowszej wersji projektu resort zdrowia zrezygnował z wcześniejszej koncepcji i zastąpił koronera instytucją „urzędowego lekarza do spraw zgonów”. Jego kompetencje zostały jednak znacząco ograniczone, a decyzja o jego wezwaniu miałaby należeć do wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego.
Zdaniem lekarzy takie rozwiązanie może prowadzić do wydłużenia procedury stwierdzania zgonu oraz konfliktów kompetencyjnych.
Ciężar odpowiedzialności spadnie na lekarzy POZ
Największe obawy dotyczą jednak praktycznych skutków proponowanych zmian. Zgodnie z projektem to właśnie lekarze podstawowej opieki zdrowotnej nadal w większości przypadków będą odpowiedzialni za stwierdzanie zgonów poza szpitalem.
Jest to szczególnie istotne, ponieważ większość takich zdarzeń ma miejsce w środowisku pozaszpitalnym – w domach pacjentów. Szacuje się, że lekarze POZ wystawiają rocznie ponad 100 tysięcy kart zgonu.
Środowisko lekarzy rodzinnych wskazuje, że wprowadzenie nowych obowiązków przy jednoczesnych brakach kadrowych może jeszcze bardziej ograniczyć czas, który lekarze mogą poświęcić pacjentom wymagającym leczenia.
Ryzyko dla organizacji systemu ochrony zdrowia
Krytycy projektu zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – konsekwencje organizacyjne dla systemu ochrony zdrowia.
Jeżeli stwierdzenie zgonu zostanie uznane za świadczenie zdrowotne finansowane w ramach kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, to każda taka czynność będzie wykonywana kosztem czasu przeznaczonego na opiekę nad pacjentami pozostającymi pod opieką lekarza.
W praktyce może to oznaczać dodatkowe obciążenie już dziś przeciążonego systemu podstawowej opieki zdrowotnej.
Potrzeba dialogu i spójnej reformy
Przedstawiciele środowiska lekarskiego apelują o ponowne przeanalizowanie projektu oraz przywrócenie koncepcji realnego wzmocnienia instytucji koronera. Ich zdaniem system stwierdzania zgonów powinien być zorganizowany w sposób zapewniający zarówno bezpieczeństwo prawne lekarzy, jak i sprawność organizacyjną całego systemu.
Debata nad projektem pokazuje również szerszy problem polskiego systemu ochrony zdrowia – brak spójnego modelu regulacyjnego dla czynności znajdujących się na styku prawa medycznego, administracyjnego i systemu ratownictwa.
Bez takiej systemowej refleksji nawet dobrze intencjonowane reformy mogą prowadzić do nowych napięć organizacyjnych w ochronie zdrowia.


Dodaj komentarz