Internet i media społecznościowe stały się w ostatnich latach jednym z głównych źródeł informacji o zdrowiu dla wielu pacjentów. Równocześnie rośnie liczba treści dotyczących leczenia, profilaktyki czy diagnostyki publikowanych przez osoby, które nie posiadają wykształcenia medycznego. W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie o granice wolności słowa w obszarze informacji zdrowotnych. Problem ten był przedmiotem debaty parlamentarnej dotyczącej rozpowszechniania fałszywych porad medycznych w mediach społecznościowych.
Zjawisko dezinformacji zdrowotnej nie jest jedynie problemem komunikacyjnym czy wizerunkowym. W praktyce może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Pacjenci, którzy opierają swoje decyzje na niezweryfikowanych informacjach publikowanych w internecie, często opóźniają konsultację lekarską, rezygnują z zaleconych terapii lub podejmują działania, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Szczególnie widoczne jest to w przypadku chorób przewlekłych, nowotworowych oraz w obszarze profilaktyki zdrowotnej.
Debata w Sejmie pokazała, że ustawodawca coraz wyraźniej dostrzega skalę tego zjawiska. Jednocześnie pojawia się fundamentalne pytanie prawne – czy i w jakim zakresie państwo powinno ingerować w treści publikowane w internecie. Wolność wypowiedzi stanowi bowiem jedną z podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. Z drugiej strony ochrona zdrowia publicznego również należy do wartości o szczególnym znaczeniu konstytucyjnym.
Polski system prawny przewiduje możliwość ograniczenia wolności wypowiedzi w sytuacjach, gdy jest to konieczne dla ochrony innych dóbr prawnych. W kontekście informacji medycznych chodzi przede wszystkim o ochronę życia i zdrowia. Oznacza to, że rozpowszechnianie treści, które mogą wprowadzać pacjentów w błąd w zakresie diagnostyki lub leczenia, może w określonych sytuacjach rodzić odpowiedzialność prawną.
Problem polega jednak na tym, że media społecznościowe umożliwiają publikowanie treści praktycznie każdemu użytkownikowi. W rezultacie obok rzetelnych informacji publikowanych przez lekarzy czy instytucje zdrowia publicznego funkcjonują w tej samej przestrzeni opinie, przekonania, materiały marketingowe oraz porady oparte wyłącznie na indywidualnych doświadczeniach. Dla wielu odbiorców rozróżnienie tych kategorii jest niezwykle trudne.
Z punktu widzenia prawa rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji dotyczących zdrowia może prowadzić do różnych konsekwencji. W zależności od charakteru treści oraz skutków jej publikacji w grę wchodzić może odpowiedzialność cywilna, w szczególności związana z naruszeniem dóbr osobistych, a w niektórych przypadkach również odpowiedzialność karna, jeśli działanie prowadzi do narażenia innych osób na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
Debata parlamentarna pokazuje, że państwo stoi obecnie przed trudnym zadaniem znalezienia równowagi między ochroną zdrowia publicznego a zachowaniem standardów wolności wypowiedzi. Zbyt daleko idąca regulacja mogłaby prowadzić do ograniczenia swobody debaty publicznej, natomiast brak reakcji na rosnącą skalę dezinformacji może zwiększać ryzyko podejmowania przez pacjentów decyzji zagrażających ich zdrowiu.
Dlatego coraz częściej podkreśla się, że kluczową rolę odgrywa nie tylko legislacja, ale również edukacja zdrowotna społeczeństwa oraz wzmacnianie obecności rzetelnych ekspertów medycznych w przestrzeni publicznej. Internet pozostanie jednym z głównych źródeł wiedzy o zdrowiu. Wyzwaniem jest zatem nie tyle ograniczenie tej przestrzeni, ile zapewnienie, aby informacje medyczne dostępne dla pacjentów były oparte na aktualnej wiedzy naukowej i standardach medycyny opartej na dowodach.


Dodaj komentarz