Tragiczna śmierć miesięcznego dziecka w szpitalu w Brodnicy ponownie stawia jedno z najtrudniejszych pytań systemu ochrony zdrowia: gdzie kończy się odpowiedzialność organizacyjna placówki, a zaczyna odpowiedzialność indywidualna pracownika niemedycznego.

Jak ustaliło Polskie Radio PiK, prokuratura postawiła zarzuty rejestratorce medycznej, która – według śledczych – miała niewłaściwie pokierować rodziców niemowlęcia znajdującego się w stanie zagrożenia życia. Zamiast skierowania dziecka bezpośrednio na Szpitalny Oddział Ratunkowy, rodzice mieli otrzymać informację o możliwości skorzystania z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Zdaniem prokuratury mogło to zmniejszyć szanse na uratowanie życia dziecka. 

Sprawa ta ma znaczenie znacznie szersze niż pojedyncze postępowanie karne — dotyka bowiem fundamentów organizacji udzielania świadczeń zdrowotnych w Polsce.


Rejestratorka medyczna nie wykonuje świadczeń zdrowotnych — ale uczestniczy w systemie bezpieczeństwa pacjenta

W sensie formalnym rejestratorka nie jest personelem medycznym. Nie diagnozuje, nie kwalifikuje do leczenia i nie podejmuje decyzji terapeutycznych.

Jednak w praktyce systemowej pełni ona pierwszy punkt kontaktu pacjenta z podmiotem leczniczym.

A to oznacza jedno:
jej działania mogą realnie wpływać na dostęp pacjenta do pomocy medycznej.

Zgodnie z art. 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty:

lekarz ma obowiązek udzielić pomocy w każdym przypadku, gdy zwłoka mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia.

Problem polega na tym, że zanim lekarz w ogóle zobaczy pacjenta, ktoś musi umożliwić mu dostęp do tej pomocy.

I właśnie w tym miejscu pojawia się odpowiedzialność organizacyjna.


Triaż – procedura medyczna, której nie może zastąpić rejestracja

Kluczowym elementem sprawy jest tzw. triaż, czyli medyczna segregacja pacjentów według pilności stanu zdrowia.

Z ustaleń śledczych wynika, że w chwili zgłoszenia dziecka w rejestracji nie znajdował się pracownik medyczny odpowiedzialny za ocenę stanu pacjenta. 

To niezwykle istotne.

Rejestratorka:

  • nie ma kompetencji do oceny stanu zagrożenia życia,
  • nie powinna podejmować decyzji o kierowaniu pacjenta poza SOR,
  • nie może zastępować personelu triażowego.

Jeżeli więc pacjent trafia do punktu rejestracji zamiast do systemu triażu, problem może mieć charakter systemowy, a nie indywidualny.


Odpowiedzialność karna – art. 160 Kodeksu karnego

W podobnych sprawach prokuratura najczęściej analizuje odpowiedzialność z art. 160 §2 k.k., czyli:

narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę zobowiązaną do opieki.

Kluczowe pytanie brzmi więc:

czy rejestratorka była osobą faktycznie zobowiązaną do zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjenta?

Jeżeli działała zgodnie z procedurami szpitala — odpowiedzialność może przesunąć się na podmiot leczniczy i jego organizację pracy.

Jeżeli natomiast przekroczyła swoje kompetencje lub zignorowała oczywiste objawy zagrożenia życia — odpowiedzialność indywidualna staje się realna.

Za zarzucany czyn grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. 


Najtrudniejszy problem: medykalizacja odpowiedzialności administracyjnej

Polski system ochrony zdrowia od lat funkcjonuje na granicy wydolności kadrowej. W wielu placówkach to personel administracyjny faktycznie filtruje dostęp do świadczeń zdrowotnych.

Powstaje niebezpieczne zjawisko:

pracownicy niemedyczni zaczynają wykonywać decyzje o charakterze medycznym — bez uprawnień i bez ochrony prawnej.

A gdy dochodzi do tragedii, odpowiedzialność personalizuje się na najniższym poziomie struktury.


Wnioski dla podmiotów leczniczych

Sprawa z Brodnicy prawdopodobnie stanie się precedensem organizacyjnym, nie tylko karnym.

Placówki medyczne powinny pilnie zweryfikować:

  • obecność personelu medycznego w punktach pierwszego kontaktu,
  • procedury kierowania pacjentów w stanie nagłym,
  • zakres kompetencji rejestracji,
  • szkolenia z rozpoznawania sytuacji zagrożenia życia,
  • realne funkcjonowanie systemu triażu.

Bo w medycynie ratunkowej czas nie jest abstrakcją prawną.

Jest parametrem biologicznym.

A system, który pozwala, by pacjent w stanie zagrożenia życia najpierw trafił do administracji zamiast do personelu medycznego — zawsze będzie systemem wysokiego ryzyka.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *